Instagram znowu się zmienił. I tym razem nie chodzi o kolejny algorytm, który miesza Ci w zasięgach.
W maju 2026 pojawiły się dwie nowe rzeczy, o których warto wiedzieć: Instants, czyli znikające zdjęcia bez filtrów oraz możliwość edycji relacji po opublikowaniu – funkcja, na którą wielu z nas czekało od lat.
Sprawdź, co się zmieniło i co to oznacza w praktyce.
Instants – zdjęcia bez filtrów, edycji i pozowania
Od 13 maja 2026 na Instagramie dostępna jest nowa funkcja – Instants. Jak sama nazwa wskazuje, chodzi o dzielenie się chwilą „tu i teraz”.
Jak to działa?
Instants znajdziesz w prawym dolnym rogu skrzynki odbiorczej (zakładka z wiadomościami). Po kliknięciu od razu otwiera się aparat – robisz zdjęcie i wysyłasz. Koniec. Nie ma tu:
- filtrów,
- edycji zdjęcia,
- możliwości wgrania czegoś z galerii.
Jedyne, co możesz dodać, to tekst. Zdjęcie leci takie, jakie jest – bez retuszu i przygotowania.
Dla kogo?
Instants wysyłasz do bliskich znajomych lub wzajemnych obserwujących (osób, które Ty obserwujesz i które obserwują Ciebie). Odbiorca widzi Twoje zdjęcie raz, a po otwarciu znika. Jeśli go nie otworzy, ma na to maksymalnie 24 godziny.
Kilka rzeczy, które warto wiedzieć:
Jest też osobna aplikacja (i działa już w Polsce)
Instants istnieje nie tylko jako funkcja w Instagramie. Meta wypuściła również osobną aplikację o nazwie „Instants from Instagram” na iOS i Androidzie.
Początkowo (w kwietniu 2026) była testowana tylko w Hiszpanii i Włoszech, ale od premiery 13 maja rollout objął większość Europy – w tym Polskę.
Aplikacja otwiera się od razu na aparacie i działa w połączeniu z kontem na Instagramie – to, co wyślesz przez aplikację, pojawia się u znajomych w ich skrzynce i odwrotnie.
Jeśli chcesz szybszy dostęp do aparatu niż przeklikiwanie się przez główną aplikację – warto ją pobrać.
Co to mówi o kierunku, w jakim idzie Instagram?
Tu jest ciekawsze pytanie niż „jak to działa”. Bo Instants to nie jest przypadkowa funkcja wrzucona dla zabawy.
Instagram od lat zmierzał w stronę dopracowanych treści – filtrów, Reelsów, profesjonalnie zmontowanych filmów.
Tymczasem Instants idą w odwrotną stronę: żadnej edycji, pozowania i mówienia: „przygotowuję się do zdjęcia od 20 minut”.
To sygnał dla nas, że Instagram coraz wyraźniej stawia na autentyczność.
Nie bez powodu, bo w świecie, gdzie AI generuje idealnie wyglądające avatary i treści, ludzie zaczynają szukać czegoś prawdziwego.
A „prawdziwe” oznacza: nieidealne, spontaniczne i bez filtra.
Edycja relacji po publikacji – nareszcie!
Druga nowość to coś, na co chyba wszyscy czekaliśmy.
Do tej pory, jeśli wrzuciłeś relację z literówką, złym linkiem albo krzywo umieszczoną naklejką – miałeś jedno wyjście: usunąć i wrzucić od nowa.
Teraz Instagram zaczyna udostępniać możliwość edycji relacji po opublikowaniu.
Co dokładnie się zmienia?
Pojawia się opcja „Edit Story”, dzięki której możesz wrócić do już opublikowanej relacji i ją poprawić – bez konieczności usuwania.
Jest jeden haczyk
Po rozpoczęciu edycji oryginalna wersja relacji zostaje usunięta. A razem z nią – wszystkie dotychczasowe lajki, reakcje i komentarze, które zdążyła zebrać. Poprawiona relacja pojawia się jako nowa.
Co za tym idzie? Jeśli Twoja relacja zebrała sporo reakcji i ma tylko drobną literówkę w rogu – zastanów się, czy gra jest warta świeczki.
Kto to ma?
Nie wszyscy jeszcze mają tę funkcję. Na ten moment dostęp mają tylko wybrani użytkownicy na iOS.
Instagram oficjalnie nie ogłosił tej funkcji na szeroką skalę – rollout jest ograniczony i stopniowy.
Jeśli nie widzisz u siebie opcji „Edytuj relację” – nie martw się. To kwestia czasu i kolejnych aktualizacji. Warto śledzić temat i sprawdzać aplikację pod każdym update’cie.
Nie jest też jasne to, które elementy relacji będą edytowalne – czy chodzi o tekst, naklejki, linki, emoji, czy wszystko naraz. To się dopiero okaże, gdy funkcja trafi do większej liczby użytkowników.
Dwie zmiany, jeden kierunek
Instagram nie chce być już tylko platformą do wrzucania dopieszczonych zdjęć i filmów. Coraz bardziej stawia na to, żebyś mógł po prostu pokazać, co robisz – szybko, bez presji i konieczności kasowania całej relacji, bo wkradła się literówka.
Żadna z tych nowości nie zmienia w żaden sposób Twojej marki albo biznesu. Jednak obie pokazują, w którą stronę wieje wiatr i warto o tym wiedzieć.
